To miejsce na twoją reklamę
Jest godzina 3 w nocy. Właśnie za oknem śpiewa jakiś cholerny ptak. A ja siedzę i czytam jakieś komiksowe romansidła... Tak dokładnie, romansidła. Jak to Ange bystrze zauważyła, chyba każdy lubi takie historie. No wiecie, historie miłości, które napotykają na swojej drodze wszelkie możliwe, jak i niemożliwe, przeszkody. I kończą się dobrze. Wszyscy lubimy, jak się nam w życiu kończy dobrze, no nie?
No więc siedzę sobie o tej 3 godzinie, czytam te romansidła i nie mogę zasnąć. Poraz kolejny dochodzę do wniosku, że za dużo myślę. Tak, mam teraz łeb pełen myśli i nie mogę zasnąć. Wiecie, życie jest delikatnie popieprzone. Poraz kolejny mi to ono udowadnia. Bo w momencie, kiedy już wydaje nam się, że wszystko ułożyliśmy w porządku, to życie okazuje nam swoje skurwysyństwo i burzy ten porządek, zostawiając nas ponowniej w rozsypce. Tak całkiem niespodziewanie, znikąd. Screw that.
O czym bym tu sobie popisał dla zajęcia czasu? Może matury? Nie narzekam, ogólnie proste były te które zdawałem, gdym zajrzał do książek, to mógłbym śrubować wyniki, a tak zapewne zatrzymam się w okolicach górnej przeciętności. Za to moje techniki oralne okazały się być bardzo dobre, bo z ustne dostałem maksa, cieszymy się wszyscy. Było to for the millions and milions of Sobol's fans. Jeeee.
Ma ktoś orbitkę? Czuję jakiś dziwny niesmak. Ta... Jakieś niezadowolnie. Zresztą poraz kolejny screw that. I tak wszyscy zginiemy.
Czego sobie i wam życzę.
sai 2008-05-19 03:17:01
skomentuj (3)
And that's the bottom line. Why? Because The Great One said so!
Matura kurwa ona
Jako, że moi liczni fani nalegali, dzwonili, pisali, postanowiłem dodać nową notkę... Dziękuję, dziękuję, bez oklasków, autografy tylko dla kobiet.
Skończmy jednak ten wstęp i przejdźmy do sedna sprawy. Poraz kolejny w mojej główce (zdrabniam, coby bardziej blogaskofffffo było, a co) narodziła się myśl, którą chciałbym podzielić się z szerszym audytorium (mam nadzieję, że dostatecznie mądrze to zabrzmiało, wiecie, żebym był fajny). Otóż w naszym życiu (użyję tu liczby mnogiej, pozwolicie mi na to miśki, prawda?) pojawiła się ona. A raczej, jak później w tym tekście będę się do niej zwracał, ONA. Matura. I zaczęło się. W gruncie rzeczy, to zaczęło się dużo wcześniej, ale to ONA jest na razie punktem kulminacyjnym. A raczej czekpointem (to z angielskiego, możecie nie zrozumieć). Checkpointem w wyścigu szczurów, wyścigu, w którym trzeba wziąść udział, prawda? Teraz się ścigajmy, o oceny, o wynik matury, egzaminy na studia... I czy to koniec? Nie... To dopiero początek słońca. Potem przyspieszamy, bo zaczynają się studia. I nasz wyścig trwa w sobie w najlepsze o oceny, dyplomy, stopnie naukowe. Zauważyliście, że to wszystko to tylko papier,swoją drogą? I powiedzcie mi jedno, dlaczego ten papier ma określać to, czy jestem gorszym, czy lepszym człowiekiem. Moją pozycję społeczną. Czy gdybym poszedł do jakiejś zawódki, czy gdybym nie zdał matury, czy też po liceum nie poszedł na jakieś studia, to czy znaczyłoby to, że jestem gorszym człowiekiem?
Ale kontynuujmy nasz wyścig, w końcu tu nie ma czasu na myślenie. Wybaczcie mi, że staram się was do tego zmusić (przynajmniej taką mam nadzieję). Otóż skończyliście studia, macie wasz papier w ręce... i co? I dalej biegniemy. Za jak najlepszą pracą, potrzebujemy jakiś kursów, dokształcań, pniemy się dzielnie po szczeblach kariery, nasza pozycja społeczna jest coraz wyższam, i tak trwamy w tym biegu, graniczącym z paniką. I powiedzcie mi, czy widzicie tu metę? Czy też tak naprawdę zmierzamy do nikąd? W końcu życie to misja samobójcza, co?
Ta wizja mnie przeraża. Nie chcę stać się jej cześcią. Mówię jej głośne nie. NIE. Bo w tym wszystkim brakuje mi czegoś. Życia. I nie chodzi mi tu o jakieś tam materialne rzeczy. Tylko coś... niefizycznego? Coś bardziej dotykającego naszej sfery duchowej. Jakiegoś spokoju, i prostoty życia. Bo w tym wyścigu ani jednego, ani drugiego nie znajdziecie.
Wielu mówi o mnie, że nie posiadam ambicji. Że zlewam wszystko z góry na dół. To nie tak, że nie mam ambicji, słońca moje. Ja nie chcę biec za papierkiem. W ogóle nie chcę biec. Chcę powoli iść przez życie. Mówicie, że zajdziecie dalej? Może. Ale w tym biegu nie zdążycie się rozejrzeć dookoła. I nie wiecie, czy nie przebiegliście koło szczęścia.
To nie tak, że nie mam ambicji. Mam jedną, a właściwie dwie. Cholernie banalne. Chcę odnaleść wewnętrzny spokój i być po prostu dobry człowiekiem. Wtedy Bóg na pewno nie da mi przegrać.
Czego sobie i wam życzę.
sai 2008-02-20 00:25:33
skomentuj (7)
And that's the bottom line. Why? Because The Great One said so!
Emo
Zacznę od tego, że w planach miałem napisać całkowicie inną notkę. Bardzo osobistą notkę, która być może zmieniłaby sposób postrzegania mnie przez ludzi, którzy znają mnie trochę mniej. Ale poczekacie sobie na tą notkę (ah, to napięcię). Bo naszła mnie pewna refleksja, a z refleksjami o drugiej w nocy bywa tak, że są zazwyczaj dość ulotne, więc poczuwając się do mego kronikarskiego obowiązku, postanowiłem z tego zlepka myśli, który przemknął mi przez głowę, wymodelować notkę (kurwa, ale wieśniacka metafora, czy tylko mi się kojarzy od razu modelina playdo?).
Tak więc jak już wspominałem to miała być notka osobista. I gdy już kończyłem proces jej budowy, w mojej głowie zaświtała myśl "A co ludzie powiedzą?". I od razu przyszło mi na myśl jedno słowo. EMO! Tak, to cholernie ostatnio lansowane słowo, swoją drogą krzywdzące kulturę emo niczym 18l z verba kulturę hip-hop (tu mi się coś jebło z interpunkcją, ale jest druga w nocy, więc to mnie tłumaczy). To wszystko jest ha-ha, hi-hi i w ogóle dobre do nabijania się (sam się z tego nabijam, ale o naturze tego nabijania przeczytacie w notce, którą zaplanowałem na dzisiaj, tej osobistej, więc czekajcie[swoją drogą stosuję tutaj zaburzenie chronologi, zauważyliście? ależ ze mnie artysta wybitny, prawie jak Vonnengut]), ale zaczyna mnie to powoli przerażać. Naprawdę. Jakikolwiek przejaw wrażliwości zaczyna być emo. A emo ma brzmienie pejoratywne. A więc jeśli nie chcesz wyjść na emo, nie możesz okazać, że coś czujesz. Musisz być twardym skurwielem, bądź cynicznym błaznem. Tyle, ze błazen ma większą siłę przebicia, bo stricte powaga też nie jest dzisiaj zbyt trendy. Czujesz się samotny i źle ci z tym? Jesteś emo. Odczuwasz jakiś psychiczny dyskomfort? Jesteś emo. Jesteś facetem i płaczesz? Jesteś emo do potęgi (dziękuję, dziękuję, możecie mnie tak wpisać na waszych listach kontaktów w gie gie, bo przyznaję się do tego wszystkiego bez dochodzenia).
Dzisiaj trzeba być wiecznie uśmiechniętym, pięknym i żądnym sukcesu. Wtedy jesteś uważany za kogoś, za człowieka sukcesu. Biegnij po trupach, wiecznie pokazując innym, że to ty jesteś najsilniejszy w stadzie. Tu nie mam miejsca na słabość, na wahanie. Nie miejsca na emo, nie ma miejsca na negatywne uczucia. Witamy w XXI wieku.
Niedobrze mi.
sai 2008-02-08 02:08:07
skomentuj (10)
And that's the bottom line. Why? Because The Great One said so!
Emo Blog
I oto jestem tu. Znowu. Chyba kupa czasu minęła, kiedy założyłem tego bloga. Chyba od tego czasu stałem się innym człowiekiem. Moja mama mówi, że wydoroślałem, ja powiem że nabrałem dystansu do świata i ludzi i zobojętniałem. A coraz bardziej przeraża mnie to, że to chyba oznacza to samo. Whatever.
Już nieraz mnie korciło to zrobić, napisać tu jakąś notkę, tylko zawsze zatrzymywałem się na jednym pytaniu. Po co? No dobra, jako że jestem zwykłym, prostym chamem, nie brzmiało ono tak. Więc po chuj. I doszedłem do wniosku, że potrzebuję tego miejsca. Miejsca, gdzie luźne, plątające się po mojej głowie myśli będą nabierać kształtu, dorastać i być może z wiekiem kształtować się w idee. Chcę mieć jakieś miejsce, gdzie zostaną one zachowane, chociażby w tej cyfrowej formie, która nota bene, jest trwalsza niż jakakolwiek forma organiczna. Chyba że będę sobie malował rysunki na skałach, ale do końca mnie nie pojebało jeszcze, nie bójcie się. Te słowa tutaj zostaną w jakiś sposób zachowane. A jako że jestem egomaniackim skurwielem, to stwierdzam, że moje myśli mają swoją wartość.
Także mój aktualny stan, który nazwę depresyjnym (kurwa mać, ależ ja mam zwyczaj patetycznie budować zdania, bez kitu), skłania mnie do myślenia. Bo jak człowiekowi źle, to człowiek myśli, kontempluje (nie mogę się powstrzymać i muszę przypomnieć puentę starego jak świat dowcipu "Jak cię w mordę walnę, to będziesz prosto pluł"; dziękuję z uwagę) i podważa rzeczywistość, Człowiek szczęśliwy jest w pewien sposób ograniczony, gdyż jest mu dobrze, i może przyjmować świat taki, jakim jest, nie zastanawiając się za wiele nad nim. Wydaje mi się, że w gdzieś w naturze samego myślenia tkwi pewne niezadowolenie, które zmusza do podjęcia próby podważenia zastanego porządku.
I to chyba wszystko na dzisiaj. Jeśli udało ci się przebrnąć przez ten stos pierdolonej grafomanii, to gratuluję, właśnie zmarnowałeś (bądź zmarnowałaś, żeby nie wyszło, że dyskryminuję płeć piękną) 3 minut swojego życie. Bez kitu, to najgorszy sposób na wykorzystanie tych 3 minut na jaki mogłeś/aś wpaść. Ale też dziekuję. Bo to 3 minuty życia zmarnowane dla mnie.
sai 2008-02-05 22:42:29
skomentuj (6)
And that's the bottom line. Why? Because The Great One said so!
- - lay by
Ols - -
- - - from
Cerber Szablony - - -